Siedzi na sali albo ogląda to później w telefonie. Wokół śmiech, ktoś obok przewraca tylko oczami i mówi, żeby mieć dystans. Ktoś inny wzrusza ramionami, bo przecież to tylko żart, tylko stand-up, tylko konwencja. Przez chwilę może nawet śmieje się razem z innymi. Nie dlatego, że ją to bawi. Czasem człowiek śmieje się po to, żeby nie rozpłakać się publicznie. Po to, żeby nie zostać tą jedyną osobą w sali, która nie zrozumiała „żartu”. A potem po powrocie do domu, zostaje sama z tym, co właśnie w niej odżyło.
Żart z przemocy nie jest abstrakcją
Dla osoby doświadczającej przemocy nie jest medialną aferą, którą jutro przykryje kolejny temat. Bardzo często jest bolesnym powrotem do wszystkiego, z czym próbowała poradzić sobie przez lata. Nie jest także żadnym ćwiczeniem retorycznym ani kabaretową prowokacją. Do wstydu, lęku, tego starego, dobrze znanego zdania:
„No przestań, przecież nie jest aż tak źle”.
Właśnie to zdanie jest jednym z najokrutniejszych sojuszników przemocy. Osoby doznające przemocy bardzo często nie słyszą od razu: „To twoja wina”. Znacznie częściej słyszą coś miękkiego – dużo też trudniejszego do uchwycenia. Słyszą, że przesadzają, dramatyzują, inni mają gorzej, to tylko nerwy, tylko słowa, że w każdym związku bywa trudno, to tylko kłótnia, niepotrzebnie robią problem, że może same go sprowokowały. I właśnie w ten sposób przemoc uczy człowieka wątpić w samego siebie.
Śmiech z przemocy to nie niewinny dodatek
On bardzo często uruchamia w człowieku dokładnie ten sam mechanizm, który przez lata utrzymywał go w ciszy. Skoro wszyscy się śmieją, to może rzeczywiście przesadzam i może to naprawdę nie było nic wielkiego. Bo jak można z tego zrobić rozrywkę, to może mój ból też jest czymś małym, przesadzonym, niewartym uwagi. To jest ten moment, w którym ktoś po przemocy znowu zostaje sam ze swoim doświadczeniem.
Przemoc nie zaczyna się od uderzenia
To jedno z najtrudniejszych zdań, jakie trzeba dziś powtarzać do znudzenia. Przemoc bardzo często nie zaczyna się od ręki podniesionej na człowieka. Zaczyna się wcześniej. Od podważania jego pamięci, odbierania mu prawa do emocji, ośmieszania, kontrolowania, zawstydzania, umniejszania i sprawiania, że przestaje ufać samemu sobie. Czasem to właśnie te słowa zostają w człowieku najdłużej. Kiedy więc ktoś robi żart z przemocy, nie dotyka tylko tematu „bicia”. Dotyka całego świata doświadczeń, które składają się na życie osoby krzywdzonej:
A kiedy z sali płynie śmiech, ten lęk tylko rośnie.
Efekt tłumu jest bezlitosny
Tłum ma swoją siłę. Potrafi rozgrzeszyć prawie wszystko, wmówić człowiekowi, że skoro śmieją się wszyscy, to on też powinien. A skoro inni nie widzą problemu, to może problemu rzeczywiście nie ma. A Ty! Jeżeli teraz zaprotestujesz, staniesz się przewrażliwioną osobą bez dystansu, tą „trudną”, „histeryczną”, „obrażoną”. Osoba po przemocy zna ten mechanizm aż za dobrze, latami uczona, że lepiej przeczekać, nie wyolbrzymiać, nie robić scen, nie psuć atmosfery. Że lepiej się dostosować niż powiedzieć na głos, że coś ją rani. Dlatego czasem naprawdę śmieje się razem z innymi. A potem wraca do domu z sercem roztrzaskanym na nowo. Nie dlatego, że ktoś powiedział coś niegrzecznego.
Dlatego, że jej doświadczenie po raz kolejny zostało publicznie pomniejszone, a co czuje:
Nie interesuje mnie dziś wygoda tych, którzy tłumaczą konwencję. Interesuje mnie człowiek po drugiej stronie.
Największa cena jest niewidoczna
Największa cena takich żartów nie pojawia się na scenie. Nie widać jej w komentarzach pod filmem ani w liczbie reakcji. Ona pojawia się dużo później. W czyimś domu, głowie, nocy, kiedy człowiek nie może zasnąć, bo wróciły stare wspomnienia. O poranku, kiedy znowu nie ma odwagi zadzwonić po pomoc. W jednej decyzji, żeby jeszcze trochę wytrzymać, jeszcze trochę pomilczeć, jeszcze raz uwierzyć, że może naprawdę nie jest aż tak źle. I często jest dużo gorzej, niż ktokolwiek z zewnątrz potrafi sobie wyobrazić. Dlatego kiedy przemoc staje się materiałem dowcipu, nie chodzi tylko o niesmak. Chodzi o realne konsekwencje dla ludzi, którzy i tak każdego dnia próbują posklejać swoje życie kawałek po kawałku, krok po kroku.
Nie wszystko wolno w imię śmiechu
Można długo dyskutować o granicach satyry, stand-upu, prowokacji i scenicznej przesady. Tylko temat przemocy, powinien prowadzić do zadania sobie dużo prostszego pytania. Czy po drugiej stronie tego żartu jest człowiek, który po raz kolejny poczuje się upokorzony, zawstydzony albo niewiarygodny? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to naprawdę nie ma znaczenia, jak bardzo błyskotliwy wydaje się nam ten dowcip.
Przemoc nie jest abstrakcją. Nie jest intelektualną zabawą. Nie jest formatem.
Dla tysięcy ludzi jest wspomnieniem, które wciąż boli. Codziennością, z której wciąż próbują wyjść. I właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy dziś języka odpowiedzialności, który nie będzie pytał osoby po przemocy o dystans. Języka, Zamiast tego skupi się na tym czego taka osoba potrzebuje. Takiego, który nie będzie jej tłumaczył, że „to tylko żart”, tylko pozwoli jej usłyszeć coś zupełnie innego, bo masz prawo:
Bo po drugiej stronie zawsze jest człowiek
To chyba najważniejsze zdanie, jakie warto dziś zostawić. Za każdym żartem o przemocy stoi ktoś, kto naprawdę przez nią przechodził, kto siedział w łazience i bał się wyjść, kto nasłuchiwał kroków na klatce schodowej, kto przez lata słyszał, że jest nic niewarty, kto nadal nie umie powiedzieć głośno, co działo się w jego domu. Naprawdę nie potrzebuje dziś kolejnej lekcji dystansu. Potrzebuje świata, który wreszcie przestanie śmiać się z jego krzywdy.
Gdzie szukać wsparcia?
Jeśli doświadczasz przemocy lub boisz się, że możesz ją stosować:
Pomoc istnieje. Droga wyjścia też. Więcej o naszych działaniach:
https://fundacjaart.pl
https://przeciwprzemocy.pl
Działania edukacyjne współfinansowane przez Miasto stołeczne Warszawa, realizowane w ramach projektu „Patent na moc 4”.

